Blog > Komentarze do wpisu
There and back again... Again
W dooomu, już w doooomuuuuu!
Ale po kolei. Na urlop wybrałam się na wyspę, z wizytą do Siostry. Ładnie tam. Przyjemnie. I tak, wciąż mam bzika na punkcie UK :)
Nie o tym jednak miało być a o drodze powrotnej. Samolot wylatywał o 14.40.... odprawa online - napisane - być najpóźniej na 40 minut przed odlotem. Nauczona doświadczeniem wolę i tak być dwie przed... :) Nastawiłam sobie budzenie, żeby dopakować to, co do dopakowania jeszcze zostało. Bez większego pośpiechu byłyśmy z Oliwią gotowe na czas. Renata też :) Wyjechałyśmy. Jazda bez problemów - dużo przed czasem w pobliżu lotniska byłyśmy - Oliwia "brzuszek mnie boli". Zatrzymałyśmy się na stacji, toaleta, herbata/kawa... zaglądam na telefon - informacja, że "w związku z dużym natężeniem ruchu na lotnisku ... radzimy przybyć minimum 3 godziny przed odlotem. Oszlag... Jakbym sprawdziła wcześniej... No to jazda do samochodu i na lotnisko... Wpadam, punkty odprawy otwarte. Nawet trzy do Warszawy. Tupiemy z Oliwią raźnie. Dochodzimy - z daleka widać punkty odpraw. O dziwo - otwarte pięć... na cztery loty na raz. Kolejki spore, ale do przejścia. Stanęłyśmy w losowo wybranej - mniej więcej równe były... tylko zonk. Pan sobie poszedł na coffe break... Ożeszty... Wrócił po jakimś czasie... inne kolejki się kończyły. Obsłużył. I bodaj by go - do walizki podręcznej się przypiął. Kopane kółka blokowały zmieszczenie się w "skrzynce". I trzeba bagaż nadać jako rejestrowany. Z dopłatą ofc. Trudno. Ale Oliwia płacz, bo tam były jej zabawki. Uspokoiła się troszkę, jak wytłumaczyłam, że jej walizka pojedzie razem z dużą, i po wylądowaniu odbierzemy obydwie. Ale... zabawki - "kochanie, jak przejdziemy już odprawę to pójdziemy do sklepu i kupimy jeszcze jakąś zabawkę". Po nadaniu bagażu - do kontroli. Owmordkę. No taką przeprawę to miałam paręnaście lat temu - jak pierwszy raz jechałam do UK. Trzepali wszystko. Laptop z resztą elektroniki na kontrolę, i powrót i znów... Szło to niesamowicie wolno - mimo, że naprawdę personel był szybki i wszystkie stanowiska otwarte. Okeeeej... przeszłyśmy w końcu i my. "Brzuszek mnie boli". Znów toaleta. Po drodze - kantor - wymienię euro na funty, bo karta coś nie bardzo. (przy dopłacie za bagaż - debetowa nie, tylko kredytowa... ziwniej i ziwniej). Kurs zbójnicki, ale jak się obiecało dzieciu zakup czegoś, to trzeba. Wpadłyśmy do sklepu - kolekcja pluszaków zwierzątek zwiększyła się o kolejne trzy sztuki i lecimy dziecię, bo mamy pół godziny do odlotu. Bieg przełajowy do bramki - jeszcze parę osób jest w kolejce - super. :) Byłyśmy ostatnie, ale nie żeby na nas specjalnie czekali... Jeszcze schody na płytę, schody w górę do samolotu i... startujemy.
Wiecie - mimo wszystko - chyba było nieźle. Poprzednio prawie dwie godziny dziecię pytało "kiedy polecimy"... teraz odpowiedź była prosta - czekamy w kolejce - a to do odprawy, a to do kontroli, a to do bramki... A między kolejkami krucgalopek i nawet dziecię nie zdążyło zapytać "kiedy". Start - trochę trzęsło i bujało - dość silny wiatr był, za to lot przyjemny i krótki.
W domu najnaj. :) Długa kąpiel - no dobra, lenistwo w wannie :) i spaaaać... a rano masowy atak zwierzyńca.. I nie wiem, czy lepiej chodzić spać o 3-4 i wstawiać o 10, czy chodzić spać o 10-11 i wstawać ... rano. :) Jutro powrót do pracy. Jak ja wstanę???
środa, 30 listopada 2011, zycie_w_kolorach
|
 Make your Stick Figure Family at FreeFlashToys.com

|